Lot bojowy
Pierwsze loty bojowe wykonał korpus lotniczy armii włoskiej nad Libią, w czasie wojny włosko-tureckiej (1911-1912). Jednostka, która 19 października 1911 r. przybyła do Trypolisu, liczyła 10 oficerów, 29 żołnierzy i 9 samolotów (2 blerioty, 2 etrichy, 2 farmany i 3 nieuporty), później uzupełnionych przez kilka deperdus-sinów i parę sterowców. W kampanii powietrznej w Libii siły podzielono na batalion samolotów, batalion sterowców (od 4 marca 1912), zakład konstrukcyjno--naprawczy i laboratorium eksperymentalne. Korpus spełniał pięciorakie zadania: zwiad powietrzny, fotogrametrię, naprowadzanie artylerii, zrzuty ulotek i bombardowanie. Tylko dwa ze zwykłych zadań dzisiejszego lotnictwa bojowego nie były wykonywane już wtedy nad Libią: transport wojsk i zaopatrzenia, który oczywiście przekraczał możliwości ówczesnych lekkich samolotów, oraz walka powietrzna. Jest jednak nader prawdopodobne, że doszłoby do tej ostatniej, gdyby tylko przeciwnikowi udało się pozyskać jakieś samoloty.
Pierwszy lot bojowy samolotu: był to lot zwiadowczy, który odbył kpt. Piazza, dowódca bazy lotniczej w Trypolisie. 23 października 1911 r. poleciał on nad obóz turecki w Aziziyah samolotem bleriot XI.
Pierwszy nalot bombowy: 1 listopada 1911 r. por. Giulio Gavotti wystartował z Trypolisu na jednopłacie etrich i zrzucił 4,5-funtową bombę typu Citelli na pozycje tureckie w An Zorha. Okrążywszy obóz, aby ocenić efekt wybuchu, poleciał on do oazy Tagiura (Libia), gdzie zrzucił trzy pozostałe bomby.
Drugi nalot na An Zorha, w trzy dni później, spowodował ostry protest Turków, że Włosi łamią postanowienia konwencji genewskiej. Zarówno w prasie włoskiej i tureckiej, jak i w gazetach wielu krajów trzecich rozpoczęła się dyskusja nad etyką bombardowania z powietrza.
Pierwszym rannym w walce powietrznej został 31 marca 1912 r. kpt. Montu, trafiony kulą z obozu arabskiego w Tobruku, gdy zrzucał bombę z siedzenia obserwatora. Pilotem samolotu był por. Rossi, który leciał na wysokości 600 m, gdy w kadłub trafiły cztery pociski, z których jeden ugodził obserwatora.
W czasie kampanii libijskiej nie zginęła żadna włoska załoga. Za to jednego z pilotów, por. Moiza, spotkało wyróżnienie nie do pozazdroszczenia, gdyż był pierwszym lotnikiem, który dostał się w czasie wojny do niewoli - gdy jego nieuport lądował przymusowo pod Aziziyah, 11 września 1912 r. Moizo był pierwszym przybyłym do Trypolisu pilotem i w ciągu jedenastu miesięcy służby odbył 82 loty, więcej niż ktokolwiek inny w Korpusie Lotniczym. W tym czasie sądzono, że pilot może przetrwać na froncie najwyżej około sześciu miesięcy - później zaś powinien przejść odpowiednio długi okres odpoczynku, zanim będzie zdolny na nowo podjąć walkę.
Pierwszym poległym na wojnie pilotem był Bułgar M. Popów, który według depeszy sofijskiego korespondenta Reutera z 3 listopada 1912 r. został zestrzelony w czasie lotu rozpoznawczego nad Adrianopolem.
Pierwsze bombardowanie okrętów miało miejsce w 1913 r., nie wiadomo jednak dokładnie, w której z toczących się wówczas dwu wojen. Pod koniec pierwszej wojny bałkańskiej dwupłat farman, należący do Królewskiej Floty Greckiej i używany do rozpoznania, zrzucił - jak wiadomo - cztery granaty ręczne na jednostki floty tureckiej w cieśninie Dardanele. Mogło to zdarzyć się jeszcze przed początkiem maja. Drugi w tym samym roku atak bombowy na morzu odbył się w czasie kampanii gen. Carranzy przeciwko gen. Huerta w Meksyku. Carranza pozyskał usługi Amerykanina francuskiego pochodzenia nazwiskiem Didier Mas-son, który w armii lojalistów stworzył jednoosobowe siły lotnicze. Na dwupłacie curtiss, który w częściach przeprawiono przez Rio Grandę na grzbietach mułów, Masson przypuścił atak na kanonierkę wojsk Huerty w porcie Guaymas, zrzucając na nią kilka kanistrów z materiałem wybuchowym, które - jak twierdził - spowodowały w jednostce pewne zniszczenia.
Oprócz trzech dotychczas wspomnianych kampanii, przed rokiem 1914 samolotów użyto w kilku jeszcze zbrojnych konfliktach. Francuzi i Hiszpanie stosowali je w swych kampaniach marokańskich i w czasie drugiej wojny bałkańskiej (1913), kiedy to po raz pierwszy walczyły ze sobą samoloty należące do przeciwnych stron. W kwietniu 1914 r., na kilka miesięcy przed wybuchem pierwszej wojny światowej, Amerykanie przeszli swój chrzest bojowy w powietrzu w czasie krótkiej kampanii przeciw Meksykowi. Hydroplan curtiss i dwie łodzie latające curtiss wysłano do Vera Cruz na pokładach okrętów „Birmingham" i „Missisipi" (patrz: LOTNISKOWIEC), z których latały na rozpoznanie nad brzeg nieprzyjacielski.
Walka powietrzna - pierwsza, choć jednostronna - pozostała bezimienna przez skrupulatną cenzurę, której poddano depeszę Reutera z 15 sierpnia 1914 r.:
Gdzie indziej zaś francuski samolot napotkał wczoraj samolot niemiecki. Pilot francuski ścigał Niemca, strzelając do niego z browninga. Niemiecki lotnik nie odpowiedział ogniem, ale uciekł.
Pierwszy poważny pojedynek powietrzny, który zakończył się śmiercią jednego z przeciwników, odbył się 5 października 1914 r., kiedy Joseph Frantz, z dywizjonu lotniczego V24 Francuskiego Korpusu Lotnictwa, spotkał niemiecki samolot aviatik, wracając ze zwiadu nad liniami nieprzyjaciela w dwupłacie voisin. Mechanik Frantza, Quenault, dysponował karabinem maszynowym hotchkissa, zamontowanym w gondoli kadłuba. Obserwator aviatika uzbrojony był tylko w zwykły karabin, którym z trudnością mógł wycelować, gdyż na linii strzału stawał mu ogon własnego samolotu. Quenault zasypywał niemiecki samolot kulami aż do momentu, w którym jego hotchkiss się zaciął; w tej samej jednak chwili aviatik wybuchnął płomieniem i rozbił się za liniami francuskimi. Bitwę obserwowali żołnierze obydwu stron, którzy wdrapali się na swoje okopy, by lepiej widzieć. Niemieckimi lotnikami - pierwszymi, którzy zginęli w walce powietrznej - byli Wilhelm Sclienting z Alterdorfu i Fritz von Zangen z Darmstadtu. Znaleziony w kieszeni martwego lotnika list, adresowany do jego matki, został dostarczony na najbliższe niemieckie lotnisko przez samolot francuski - znak współczucia charakterystycznego dla tej wczesnej fazy wojny, kiedy pojedynki powietrzne odbywały się wciąż z pewną galanterią i bez zajadłości w stosunku do przeciwnika.
 

oferuje obrączki ślubne Ring4You.

oferowane przez Diaxor są wyjątkowe.